poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Światło Księżyca

 Mieszkały sobie w chatce pod lasem trzy wiedźmy. Jedna była bardzo stara i siwiuteńka; druga ruda, choć z pierwszymi siwiejącymi pasmami; trzecia zaś malutka, z czarną czupryną przyprószoną gdzieniegdzie szpakowatym włosem i wielkimi okularami na nosie. Mijały zimy, wiosny i jesienie, a one gospodarowały sobie spokojnie, z radością witając każdy poranek. Dzieci do nich zaglądały, wnuki przyjeżdżały na wakacje, a ludzie we wsi patrzyli na nie życzliwie - bo mądre to były i dobre kobiety.

Któregoś dnia, na początku października, Babcia Marynia obudziła się bardzo wcześnie. Jak co dzień pozdrowiła poranek i podziękowała Najwyższemu, że mogła się znów obudzić. Wypuściła kury na podwórko, przypatrzyła się jesieni w sadzie i nagle poczuła coś, co ją zadziwiło - dziwne drżenie pomiędzy smutkiem a radością, jakby oczekiwanie na wielką przygodę. Uśmiechnęła się do swoich myśli i podreptała do chaty przygotować śniadanie dla „dziewczynek” - bo tak zawsze myślała o Meli i Mirze.

Zapach kawy i jajecznicy na cebulce zwabił najpierw Melę, a zaraz po niej przyszła Mira.

- Co to, Babciu? Dzień Dziecka dziś mamy? - zażartowała Mela.

- A dziś jest takie święto, że postanowiłam sama zrobić wam śniadanie!

- Ojej! A co to za okazja? - dopytywała Mira.

- Święto Śniadania!

Przez cały dzień Babka krzątała się po domu, zaglądając w najdalsze kąty. Coś spisywała na kartkach, szperała w szafach, spiżarni, a nawet w piwniczce pod podłogą.

Mela w tym czasie pracowała w ogrodzie, szykując grządki pod jesienny zasiew. Szykowała miejsce na czosnek, cebulę, marchew i szpinak. Zasilała ziemię nawozem i kompostem, przykrywając ją starannie, by chwasty nie urosły przed wiosennym zbiorem. Mela uwielbiała ogród; wciąż uczyła się jego tajemnic. Pszczoły latały jeszcze w ciepłym powietrzu, doglądając ostatnich jesiennych kwiatów, by w ulu nie zabrakło zapasów.

Mira chciała wysprzątać dom, ale skoro Babka kręciła się wszędzie, poszła do dawnej obórki - dzisiejszej pracowni Zuzy. Było tam coraz więcej ziół, a coraz mniej „zuzankowych” papierów. Dziewczyna pracowała dużo, głównie w mieście lub za granicą, gdzie zapraszano ją do współpracy. Dzieci już podrosły - Franio stał się Frankiem, a zaraz będzie Franciszkiem, Marcelinka zaś pięknie wydoroślała. Mira, porządkując pracownię, przyglądała się rysunkom Zuzy. „Zdolna bestia” - pomyślała z uznaniem. „Szkoda, że zajmuje się wnętrzami, a nie malarstwem. Ale czy ktoś dziś potrzebuje jeszcze obrazów?”.

Później Mira wzięła się za obiad. Babka, wyraźnie zmęczona porządkami, drzemała na sofie. Dziewczyna cichutko obierała ziemniaki i rozpalała ogień pod fajerkami, by odgrzać wczorajszą zupę. Babka nagle otworzyła oczy.

- Jeszcze coś muszę wam powiedzieć - odezwała się znienacka. - Ale to po obiedzie, przy herbacie.

- Ciekawa jestem, co to - uśmiechnęła się Mira. - Zawsze, jak Babcia mówi, że ma nam coś ważnego do powiedzenia, to wywraca nasze myślenie do góry nogami.

Babka zachichotała cicho. Mira przyjrzała się jej uważniej i dostrzegła w staruszce jakąś zmianę. Nie umiała jej nazwać, ale czuła, że coś jest inaczej.

- Mela - zagadnęła Mira, gdy po obiedzie Babka poszła na swoją zwyczajową drzemkę. - Nie wydaje ci się, że Babcia jest jakaś inna?

- Tak. Tylko nie wiem, o co chodzi.

- No właśnie!

- Cóż, Anzelm nam powtarzał, że wszystkich dookoła będziemy widzieć na wskroś, ale najbliższe osoby zawsze pozostaną dla nas tajemnicą.

- Chyba właśnie tego doświadczamy…

Skończyły zmywanie i nastawiły herbatę. Po godzinie Babka pojawiła się w kuchni.

- Jest herbatka, dziewczynki?

- Jest, Babciu Maryniu - odpowiedziały niemal chórem.

- To dobrze, bo muszę wam wyjawić ważne rzeczy. - Staruszka toczyła wzrokiem od jednej do drugiej. - Pamiętajcie, że wszystko, co nas spotyka, jest „po coś”. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko służy temu, by człowiek mógł wzrastać. Mówię „człowiek”, ale mam na myśli każdą istotę na Ziemi.

- Tak - potwierdziła Mela, która dobrze wiedziała, że życie to ciągłe lekcje.

- Rzecz w tym, czy macie odwagę zmierzyć się z Nieuniknionym.

- Myślę, że tak - powiedziała Mira, choć w jej głosie nie było już dawnej pewności siebie.

- Człowiek jest ułomnym stworzeniem - kontynuowała Babka. - Ale kiedy tę ułomność pokonuje, jego dusza rośnie i zbliża się do Boga. To właśnie nas buduje. Nas, wiedźmy, i nas, ludzi.

Mela i Mira siedziały nieruchomo, nie chcąc uronić ani słowa.

- Jeśli nosisz w sobie niezgodę na samą siebie, jej moc może cię zrujnować albo wznieść na wyżyny. Wszystko zależy od tego, jak bardzo chcesz poznać prawdę o sobie. Kiedy prawdziwie zaakceptujesz to, kim jesteś - wtedy przychodzi czas cudów.

Zapadła cisza. Babcia Marynia patrzyła na swoje uczennice badawczo.

- To, co dziś ode mnie dostaniecie, może być trudne do udźwignięcia. Ale wiem, że podołacie.

„Dziewczynki” siedziały milczące. Mela zastanawiała się nad owym wewnętrznym konfliktem, a Mira poczuła dreszcz niepokoju. Ściemniało się. Babcia zapaliła swoją ulubioną lampę naftową. Za oknem dzień powoli oddawał scenę nocy.

- Dziś pełnia - zauważyła Mela, patrząc w szybę.

- O, faktycznie! A ja nie przygotowałam rytuału! - zawołała Mira.

- Ja przygotowałam - odparła spokojnie staruszka.

- Chodźmy nad strugę - zarządziła Babka, gdy księżyc stał już wysoko. - Weźcie koce i ubierzcie się ciepło, bo możemy tam dziś zasiedzieć. - Uśmiechnęła się filuternie.

Poszły. Nocny sad towarzyszył im szelestem liści i długimi cieniami drzew. Stanęły nad rzeczką.

- Zróbcie tu staw w przyszłym roku - powiedziała Babka cicho, choć jej głos brzmiał bezpośrednio w ich głowach. - Żeby księżyc miał się w czym przeglądać. I wpuśćcie ryby, żeby to miejsce żyło.

Mela spojrzała na Babcię. W księżycowym świetle wydawała się nienaturalnie blada. „Może jest chora?” - pomyślała z lękiem.

- Nie, Melu, jestem zdrowa - usłyszała natychmiastową odpowiedź. - Po prostu dziś wybieram się w drogę.

- Co? Dokąd? Tak po nocy? - Mira zaczynała rozumieć, ale odpychała tę myśl z całych sił.

- Miro! - skarciła ją Babka dobrotliwie.

Mira spuściła głowę, zawstydzona. Mela nie mówiła nic, tylko patrzyła na Babcię wielkimi, ciemnymi oczami. Rozumiała, przyjmowała, ale wciąż brakowało w niej zgody.

- Dziewczynki, nie martwcie się. To nie koniec świata! Może nie rozstajemy się na zawsze? Kto wie, kiedy i jak wiedźmy mogą się spotkać - mówiła Babka z wyraźnym litewskim akcentem. - Byłam już tam kiedyś… Dawno temu. Jest tam pięknie. Więc nie smućcie się, tylko zróbcie ten staw. O, tutaj! - wskazała ręką, która stawała się coraz bledsza, niemal przezroczysta.

- Babciu… - zaczęła Mira, ale głos ugrzązł jej w gardle.

- W kredensie schowałam wskazówki. Mapy skrytek w domu i tajnych przejść. Poradzicie sobie.

Babka wyciągnęła ku nim dłoń, w której spoczywał spory kamień, emanujący blaskiem podobnym do światła księżyca.

- Teraz dostaniecie ode mnie coś jeszcze. Weźcie ten kamień. Ale obie naraz!

Mira i Mela splotły dłonie w koszyczek. Gdy Babka położyła na nich kamień, poczuły delikatne mrowienie, a potem nagłe uderzenie w splocie słonecznym. Przed ich oczami, w oszałamiającym tempie, przemknęły obrazy z całych dziejów Ziemi - od momentu jej powstania. Wiedza wchodziła bezpośrednio do ich świadomości.

- To Kamień Wiedzy Wszechświata - szepnęła Babka. - Strzeżcie go. Trzymałam go w szafie, w skrytce za wieszakami. To dobre miejsce. Chaty pilnujcie, a w razie niebezpieczeństwa - spalcie ją. Kamień też spłonie; nie może dostać się w niepowołane ręce. Za każdym razem, gdy go dotkniecie, wasza wiedza się poszerzy. Tylko nie przesadzajcie, nie wiem, jakie są skutki przedawkowania - zażartowała słabo.

Patrzyły na nią wzruszone i oszołomione. Babka uśmiechnęła się po raz ostatni.

- Wiedźmy nie umierają. Rodzą się, ale nie umierają. Ciało się zużywa, więc dusza potrzebuje nowego. Same wybieramy sobie czas i los, by wzmacniać Wiedzę. A Wiedza jest nieskończona, płynie poza czasem.

Mela wzdrygnęła się i wyciągnęła rękę.

- Babciu… nigdy ci nie powiedziałam, jak bardzo cię kocham!

- Wiem, maleńka. I ja was kocham. Tobie, Miro, też dziękuję. Wiem, że nic nie mówisz, bo boisz się rozbeczeć.

Mira wzięła głęboki oddech, ale zamiast słów z jej piersi wydobył się długo tłumiony szloch. Babka objęła je obie - jej ramiona były już prawie niewidoczne.

- Płacz, kochanie, jeśli tego potrzebujesz. Nigdy nie miałam tak bliskich mi ludzi - wyszeptała.

Stały tak długą chwilę, wtulone w siebie. Gdy szloch ucichł, poczuły jedność, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyły. Kiedy Mira w końcu podniosła głowę, zobaczyła, że przytula już tylko Melę. Babci nie było. Pozostał jedynie jasny promień księżyca, który zdawał się do nich szeptać:

- Jestem z wami, moja miłość zostaje. Nie szukajcie mnie, ale patrzcie uważnie. Może nasze oczy jeszcze się spotkają…

Promień powoli popłynął w górę, ku tarczy księżyca. Mira z Melą długo jeszcze stały nad strugą, patrząc w niebo, aż srebrzystą tarczę zdmuchnął szarzejący świt.


__________________________________________________


Aspekt Terapeutyczny

Tekst ma silne działanie kojące (biblioterapeutyczne) i modeluje zdrowe mechanizmy radzenia sobie z kryzysem emocjonalnym i egzystencjalnym.

Kluczowym momentem terapeutycznym jest szloch Miry. Babcia nie ucisza jej, lecz daje pełne przyzwolenie na ekspresję trudnych emocji, zachęcając ją do płaczu, jeśli tego potrzebuje. 

W terapii to uwolnienie (katarsis) zablokowanego afektu pozwala na domknięcie procesu żałoby i narodziny nowej więzi między ocalałymi. 

Odejście Babci Maryni jest metaforą śmierci lub rozstania. Tekst uczy, jak przeżywać stratę bez popadania w rozpacz i depresję. 

Śmierć nie jest tu końcem, lecz transformacją energii i mądrości, która pozostaje w relacjach i wspomnieniach. 

Babcia Marynia codziennie rano pozdrawiała poranek i dziękowała za nowy dzień. Wprowadzenie rytuału „Święta Śniadania” to terapeutyczna technika kotwiczenia się w teraźniejszości i celebrowania małych rzeczy, co jest kluczowe w profilaktyce zaburzeń nastroju.


Aspekt Wychowawczy (Pedagogiczny)

W sferze wychowania opowiadanie staje się traktatem o mądrym mentoringu, przekazywaniu wartości oraz przygotowaniu młodego pokolenia do samodzielności.

Modelowanie samodzielności poprzez sukcesję: Babcia Marynia nie zostawia uczennic bezradnych. Przekazuje im konkretne narzędzia: instrukcje, mapy skrytek oraz Kamień Wiedzy Wszechświata. 

Z pedagogicznego punktu widzenia jest to proces emancypacji - wychowawca wycofuje się w odpowiednim momencie, wierząc w kompetencje swoich podopiecznych.

Odpowiedzialność za wspólnotę: Przekazanie Kamienia wymaga, aby Mela i Mira wzięły go obie naraz. To silna lekcja wychowawcza dotycząca współpracy, synergii i solidarności. Wiedza i władza nie mogą służyć jednostce, lecz muszą być dźwigane wspólnie dla dobra ogółu.

Ekopedagogika (Wychowanie przez kontakt z naturą): Praca Meli w ogrodzie (szykowanie grządek, dbanie o ziemię) oraz nakaz wybudowania stawu dla ryb to elementy wychowania proekologicznego.

 Autorka pokazuje, że harmonia z przyrodą uczy cierpliwości, szacunku dla cyklów życia i odpowiedzialności za ekosystem.

Zasada „Wszystko jest po coś”: To kluczowy konstrukt wychowawczy w tekście. Uczy młodego człowieka traktowania porażek, trudności i kryzysów życiowych jako lekcji oraz bazy do osobistego wzrostu, zamiast przyjmowania postawy ofiary losu.


Aspekt Psychologiczny

W ujęciu psychologicznym tekst koncentruje się na strukturze osobowości, procesie indywiduacji (stawania się sobą) oraz dynamice relacji interpersonalnych.

Archetypy i integracja pokoleniowa: Trzy wiedźmy reprezentują klasyczny archetyp Potrójnej Bogini (Dziewica/Córka, Matka, Starucha), który w psychologii Junga odpowiada różnym etapom rozwoju psychicznego kobiety. Dom pod lasem staje się bezpieczną przestrzenią (tzw. temenos), w której zachodzi integracja tych trzech aspektów psyche.

Cień i samoakceptacja: Słowa Babci Maryni o tym, że wewnętrzna niezgoda na samą siebie może człowieka zrujnować lub wznieść na wyżyny, to bezpośrednie odniesienie do psychologicznego pojęcia „Cienia”. Autorka wskazuje, że wyparcie własnych wad prowadzi do destrukcji, natomiast ich integracja i akceptacja są warunkiem koniecznym do osiągnięcia dojrzałości emocjonalnej.

Tajemnica drugiego człowieka: Cytat o tym, że najbliższe osoby zawsze pozostaną dla nas tajemnicą, odzwierciedla psychologiczną barierę poznawczą. Przypomina o granicach empatii - nawet w najbliższych relacjach musimy uszanować odrębność i tajemnicę drugiego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz